Wednesday, January 31, 2007

Opowiesci z Patagonii

Hej,

Doterlem do El Calafate, to najbardziej turystyczne i chyba najdrozsze miasto, ktore widzialem na swojej drodze w Argentynie. Na glownej ulicy przewazaja sklepy z pamitkami i puby. Naprawde nic szczegolnego. Ale nie miasto jest najwazniejsze ale to co jest niedaleko niego i co tam mozna robic.

Ja pierwszy raz w zyciu widzialem lodowiec z takiego bliska, dotykalem jego lodu, pilem wode, ktora sie znajdowala na jego powierzchni (mniam mniam, polecam smakoszom roznego rodzajo wod ;) Chodzilem po lodowcu Perito Moreno w rakach (pierwszy raz chodzilem po lodowcu i do tego pierwszy raz mialem na nogach raki). Musze przyznac, ze fascynujaca sprawa.

Co ciekawe z daleka lodowiec nie wyglada na bialy tylko niebieski!! Z tego co zrozumialem (jakis dziwny ten ich castellano ;) lodowiec to zamarzniety snieg. I to snieg bardzo skondensowany. Gdy sie rostapia to czlowiek widzi lodowiec jako niebieski. Druga teoria mowi, ze lodowiec jest bialy ale od blekitu nieba przybieraja kolor niebieski. Teori pewnie mozna wymyslic wiele najwazniejsze jest to, ze jest niesamowicie piekny.

Do tego pierwszy raz widzialem jak z lodowca do wody odpada kawal lodu. Co prawda nie czuc jak sie ziemia trzesie ale huk jest taki jakby sie slyszalo blyskawice. Chyba to byla na prawde ekskluzywna wycieczka bo na koniec (znowu pierwszy raz w zyciu) pilem na lodowcu wisky (postawione przez organizatora wycieczki) z lodem (oczywiscie z lodowca)!!

Do tego pierwszy raz w zyciu poznalem i rozmawialem z koreanska zakonnica (siostra Gabriela). Mowila bardzo dobrze po angielsku. Skracajac historie do mimimum ¨sprzedalem¨ jej butelke wody za 10 pln (pierwszy raz w zyciu sprzedalem cos zakonnicy na lodowcu ;) [historia jest troche dluzsza ale nie chce w tej chwili wchodzic w szczegoly].

Nastepnego dnia juz nie bylo tak oszalamiajaco. Chodzilem po kanionie (w butach a nie w rakach) i ogladalem skamienialy las.. wisky nie bylo ;(

---

Pozniej przenioslem sie do El Chalten. Wioska 400 mieszkancow i pewnie tyle samo turystow. Tam ogladalem Fitz Roya. Jest po prostu oszalamiajacy. Niestety nie udalo mi sie dojsc do najbardziej widokowego miejsca z ktorego sie go oglada. Wiatr byl tak silny, ze probowal mnie zabrac ze soba.

El Chalten mimo, ze tez bardzo turystyczne oferuje wiecej atrakcji niz El Calafate. Tu tez mozna chodzic po lodowcu, jest wiele szlakow na ktorych mozna spedzic kilka dni. Poza tym jest zdecydowanie taniej (jezeli chodzi o ceny wycieczek).

W czwartek wyruszm znowu tym razem do Bariloche slawna Ruta 40 (droga numer 40). Slawna z kilku powodow. Wiedzie przez najbardziej niezamieszkale obszary Patagonii, jest bardzo malownicza bo co jakis czas na horyzoncie pojawiaja sie Andy do tego to jest ponad 700 km kamienistej drogi. Bede jechal autobusem 2 dni..

pozdrawiam z wietrznej Patagoni :)

4 comments:

Anonymous said...

wiatr Cie chciał na whisky zabrać :)

Anonymous said...

Tam gdzie rzeki "rio" zwą
w wir przygody ruszył on!
Po lodowcach, górach, lasach
bez najmniejszych obaw hasa.
Nie są straszne mu pingwiny
(choćby były ich tuziny ;)
ani deszcze, wiatry halne!
- serce oddał Patagonii!!!
...ale ponoć to normalne?! ;)

Słońca don Diego!!! ;D
a.

Anonymous said...

Ps.
Małe sprostowanie
(dla miłośników polskich gór :)
- halny oczywiście wieje w Tatrach!
- w Patagonii szaleje "pampero" (wiatr zimny i suchy, który w ciągu godziny może obniżyć temperaturę nawet o 15 stopni C)

...jednak tym razem chodziło o rym!

Pozdrawiam! ;D

Unknown said...

pierwszy raz czytam i ...zazdroszcze:)