Saturday, February 24, 2007

Quebrada de Humahuaca

Droga do Humahuaca byla fascynujaca. Na poczatek okazalo sie, ze nie ma miejsc w zadnym autobusie kursujacym w tamtym kierunku. Jakim cudem kupilem bilet na miejsce stojace. Wyruszylismy zdezelowanym gratem (cos jakby nasz pks) w ktorym zamiast 40 osob bylo ponad 60. Droga zamiast spodziewanych 2h trwala 3,5. Autobus pod gorke jechal z zabojcza predkoscia 20 km/h.

Jednak widoki wynagrodzily niewygody podrozy. Na poczatku las tropikalny a pozniej pustynia. Wszystko to w dolinie otoczonej kolorowymi gorami. Nazwa tego regionu to Quebrada de Humahuaca jest to obszar znajdujacy sie pod opieka UNESCO.

W Humahuaca (na wysokosci prawie 3000 metrow) trafilem na karnawal jaki w Polsce jest nie spotykany. Ludzie bawiacy sie i spiewajacy na ulicach od rana do rana. Do tego posypujacy sie maka i psikajacy sniegiem w sprayu. Wszyscy byli biali mi tez sie dostalo a wiec nie wyroznialem sie zbytnio z tlumu ;)

Na uliacach poza tym ze bylo mnostwo zabawy to do tego mozna bylo zostac poczestowany alkoholem i mozna bylo kupic liscie koki. Nabylem na sprobowanie. Co ciekawe posiadanie lisci koki w polnocnej Argentynie nie jest karane. Wszyscy ich uzywaja (lacznie z policja) i mozna je wszedzie kupic (np. na bazarze). Liscie sie zuje, smak maja gorzki a zapach troche jak sciete suche siano ;)

Nastepne dni na polnocy to dalsze zwiedzanie doliny. Najpierw miasto Tilcara pozniej Puramarka a tam Cerro de siete colores oraz Salinas Grandes.

Salinas Grandes to miejsce warte odwiedzenia chociazby na to zeby jedne wiekszych polaci soli na swiecie ;) Jak prawie kazda droga w Polnocnej Argentynie ta tez byla rewelacyjna. Wjechalismy na 4120 metrow, zeby zjechac do salara znajdujacego sie na wysokosci 3400 metrow. A tam.. sol, sol i jeszcze raz sol. Ku uciesze turystow byla tam restauracja zrobiona z soli w ktorej oczywiscie byly stoly i krzesla z soli. Obok restauracji byla kapliczka zrobiona z soli oraz lamy wyzezbione z soli.

Pozniej przejechalem na strone Chilijska do San Pedro de Atacama. Jak nie trudno sie domyslec znajdujacego sie na pustyni Acataca ;) Po drodze na granicy chilijskiej zostaly mi zarekfirowowane liscie koki :(

San Pedro de Atacama polozone na wysokosci 2400 metrow to bardzo turystyczne i bardzo drogie miasto. Na ulicy latwiej uslyszec angielski, niemiecki i francuski niz hiszpanski. Ale trzeba przyznac ze ma niesamowity urok. Domy zrobione z gliny. Pomalowane na bialo. W dzien jest bardzo goraco okolo 35 stopni w nocy temperatura spada do 10 stopni.

W nocy spacerujac po miescie mozna znalesc wiele nieoswietlonych uliczek. Nie oswietlonych przez laternie ale oswietlone przez gwiazdy i ksiazyc. Wieczory sa bardzo cieple, gwiazdy widac bardzo wyraznie. Wieczorny spacer to prawdziwa przyjemnosc.

Udalo mi sie juz zobaczyc flamingi. Niestety nie cale kolonie ale pojodyncze sztuki ale i tak robia niesamowite wrazenie: przestepujac z nogi na noge, z szyja w wodzie poszukujac porzywienia. Zdjecia rewelacyjne flamingi na tle wulkanu :)

pozdrawiam goraco

3 comments:

Anonymous said...

Na północy nieźle świeci,
wysokości nie dla dzieci!
Wody nie ma... za to w soli
można kąpać się do woli! ;D

Anonymous said...

Siedzisz tam na piasku
wśród innych golasków,
słońce nieźle pali...
Pozdrawiam z oddali! ;D ;D

bieganie said...

Che Cabron!
Pozdrawiam i szerokiej drogi. Robisz czlowieku apetyt na podrozowanie...
J