Monday, March 5, 2007

¡Viva Chile!

Rozsmakowalem sie w Chile w ostatnim tygodniu. Najpierw oczarowalo mnie San Pedro de Atacama oraz okolice. Wschody slonca w otoczeniu gejzerow na wysokosci ponad 4200 m. Dnie spedzone w cieniu drzew rozgzanego sloncem San Pedro oraz na ogladaniu flamingow w pobliskich lagunach. Zachody slonca w Valle de la Luna.

W Valle de la Luna krajobraz przypominaja bardziej marsa niz ziemie. Wszedzie czerwone skaly wyzezbione prez wiatr, mnostwo pisku. Na wycieczce do Valle de la Luna schodzilem z 10 metrowych wydm pisakowych. Schodzilem a moze lepiej napisac zbiegalem. Super zabawa, tyle piasku w butach jeszcze nie mialem.

San Pedro to bardzo turystyczne miejsce. Wiecej tu turystow niz miejscowych. Poznalem tutaj takze dwoch rodakow. Jednego z Jeleniej Gory drugiego z Warszawy ale mieszkajacego w Kanadzie. Dobrze bylo znowu porozmawiac po Polsku.

Pozniej z pustynnego San Pedro przenioslem sie do La Sereny (nad morze). Ale najwazniejsze i najciekawsze bylo poza miastem. Miasto Coqimbo a w nim targ rybny. Z wielkim wyborem owocow morza i ryb wielu gatunkow. Wszystko to przed chwila wylowione z morza. Do tego mnostwo zywego zwierza: slonie morskie, mewy, jedna z odmian kormorana.

Oczywiscie na targu rybnym nie tylko mozna bylo obejrzec ale takze zjesc. Widzialem jak miejscowi zamawiali owoce morza, malze i inne przysmaki, ktorych nie potrafie nazwac i potrawa z nich byla przygotowywana na oczach klienta. Ja zjadlem rybe. Jednak porcja przerosla moje oczekiwania. Mozna napisac, ze ryby to bylo jakies 500 g. Super wyzerka.

Nie daleko La Sereny znajduje sie tez dolina Elqui (Valle de Elqui) w ktore wytwarzaja Pisco. Z ktorego pozniej robi sie Pisco Sour, Mango Sour, Coca Sour i inne tego typu wynalazki, ktore sa przysmakiem dla podniebienia. Smak Pisco Sour mozna porownac do lemoniady, tylko powoduje lekkie zawroty glowy ;) Smakuje wybornie. Poza smakowaniem Pisco w rozlicznych winnicach, ktore sie tam znajduja mozna tam zajadac sie winogronami i innymi owocami tam rosnacymi.

W dolinie znajduje sie tez obserwatorium astronomiczne Mamalluca. Obserwatorium dla turystow ale mozna w nim obejrzec przez teleskop miedzy innymi kratery na ksiezycu oraz pierscienie Saturna. Na koniec wycieczki serwuja oczywiscie pisco sour.

Z La Sereny przenioslem sie do Santiago. Tam znowu nadarzyla sie okazja porozmawiac po Polsku. Mieszkalem u kolezanki Ani. Dobrze bylo wreszcie nie nocowac w hostelu. Na reszcie nie bylo obawy o rzeczy i nareszcie bylo spokojnie.

Impresje z Santiago? Ladne miasto, ale bez rewelacji. Nie bylo miejsca, ktore by mnie powalilo na kolana. Co mi sie podobalo to metro szybkie i do tego naliczylem az 4 linie. Co jeszcze o Santiago.. ma swoj Mercado Central gdzie mozna obkupic sie i najesc owocow morza i ryb.

Ostatnie dni w Chile przekonaly mnie, ze tam tez mieszkaja super ludzie i sa genialne miejsca do zwiedzania (Dolina Elqui, San Pedro de Atacama, Coquimbo). Nie moge tez zlego slowa powiedziec o chilijczykach, moze sa troche bardziej zamknieci w sobie niz argentynczycy ale to tez b. serdeczni i bardzo uczynni ludzie. Opuszczalem Chile z ochota, zeby tu jeszcze powrocic (zdobyc wulkan, obejsc Torres del Paine).

Teraz ciesze sie Argentyna, ciesze sie Mendoza, ciesze sie winem, wspaniala wolowina oraz sloncem.

pozdrawiam ze slonecznej Mendozy

No comments: