Friday, February 16, 2007

Polnocna Argentyna

Dotarlem do Tucuman, po kolejnej nocy spedzonej w autobusie. Wysiadlem i mnie zatkalo. Poza tym, ze strasznie goraco do czego juz powoli zaczelem sie przyzwyczajac i 35 stopni nie robi na mnie wrazenia to na dodatek wilgotno. Przez pierwsza chwile (no moze troche dluzej) mialem problemy z oddychaniem.

Miasto bylo kolejnym przystankiem na drodze i poza dobrymi restauracjami z bardzo tanim jedzeniem (obiad z dwoch dan, do tego koktajl za 30 pln) nie wiele otkrylem. Miasto ladne, mnostwo zieleni, drzewa cytrusowe rosnace przy ulicach. Do tego mnostwo kafejek gdzie ludzie przychodza napic sie kawy albo piwa zjesc medialuna. Widac, ze ten klimat sprzyja nawiazuwaniu kontaktow. Na pewno bylo warto zawitac.

Pozniej w planie bylo zwiedzanie ruin w okolicach miasta Quilmes. W tym celu udalem sie do Amaichy Po drodze przepiekne krajobrazy. Najpierw jedzie sie dolina jakby w srodku tropikalnego lasu. Mija sie wiele wodospadow. Wszedzie rosnie b. bujna roslinnosc. Nastepnie autobus po woli ale systematycznie wspina sie do gory. I krajobraz z tropikalnego zmienia sie na pustynny. Zamiast drzew pojawiaja sie kaktusy (wielkie na kilka metrow).

Wysiadajac Amaichy przy glownym placu widzi sie znak. Amaicha polozona 1997 metrow nad poziomem morza, slonce 360 dni w roku. Pochodzilem troche po miescie i postanowilem nie zwiedzac ruin. Wlasnie zaczynalo sie doroczne swieto podczas ktorego indianie z czcza pachamame (matke ziemie).

Podczas fiesty mozna bylo sie najesc (potrawa nazywala sie locro) i napic (indinskie wino, pyszne). Czestowani byli wszyscy uczestnicy fiesty. Tak po prostu, bez zadnych oplat, wejsciowek itd. Po posilku zaczely sie piesni (miedzy innymi cople), tance i swawole (polewanie Panien i Kawalerow woda). Bawili sie ludzie bez wzgledu na wiek i kolor skory.

Teraz w prowincji miescie Jujuy. Rozpoczal sie tu okres zbawy. I to nie bedzie tylko swieto pachamamy (ktore konczy sie we wtorek wyborem pachamamy wsrod jednej z najstarszych indianek) ale takze swieto wina, serow, kwiatow. Zabawa bedzie trwala przez najblizsze 2 tygodnie.

Wjezdzajac coraz wyzej i jadac coraz bardziej na polnoc duzo rzeczy sie zmienia. Pierwszy raz spotkalem sie z tym, ze mozna kupic liscie koki na ulicy. Przewazaja ludzie z ciemna karnacja i moja opalenizna juz nie wystarcza, zeby nie wyrozniac sie z tlumu. Wszystko staje sie coraz tansze (za hostel placilem 10 pln, za obiad 15 pln, internet 0,75 groszy za godzine!!). Ponownie Argentyna mnie zaskakuje, jest ciekawiej i ladniej niz sie spodziewalem.

Jutro dalsza czesc karnawalu. Tym razem jade do miescowosci Humahuaca polozonej prawie 3000 metrow nad poziomem morza.

pozdrawiam z rozspiewanej i bawiacej sie Argentyny

No comments: